Tylko osiem osób uczestniczyło w tej edycji "Marszu Śledzia", który przebiega od Rewy do Kuźnicy. Marsz ma na celu udowodnienie, że Zatokę Pucką da się przemierzyć niemal na piechotę. Każdy z uczestników zakładał specjalne pianki, takie które noszą m.in. płetwonurkowie czy żeglarze. Ze sobą zabierano także płetwy, maski do nurkowania czy fajki, ułatwiające oddychanie pod wodą. W ekwipunku znalazły się również napoje oraz... dwa słoiki śledzi.
Majowa edycja marszu przez zatokę cieszyła się sporym zainteresowaniem pierwszych turystów.Podglądali przygotowania i narzekali, że tak atrakcyjne wydarzenie odbywa się w maju.
- Nic straconego - zapewniał Radosław Tyślewicz, pomysłodawca Marszu Śledzia. - Teraz biorą udział ludzie zawodowo związani z wodą, czyli nurkowie lub ratownicy, i ci, którym niestraszna niska temperatura, jak dwóm jastarnickim morsom. Ten termin to pamiątka pierwszej próby przejścia, która odbyła się przed kilku laty na początku maja.
Jak informuje Radosław Tyślewicz, kolejna wyprawa - śladami Mojżesza, odbyć się ma na przełomie lipca i sierpnia. W tej będzie mógł wziąć każdy, kto umie pływać i nie boi się wody. (źródło www.puck.naszemiasto.pl).
2007-05-07