Kiedy w sobotę na bałtyckiej plaży, (między Juratą a Helem) wyłonił się z wody wojenny niszczyciel czołgów, powitały go brawa i okrzyki radości. Wcześniej przez pięć godzin poszukiwacze skarbów za pomocą koparki, pojazdu gąsienicowego
i nurków starali się wydrzeć morzu hetzera. To było drugie i tym razem szczęśliwe podejście.
Jesienią ub. r. poszukiwaczom stanął na przeszkodzie sztorm. W sobotę też nie było łatwo. Akcję rozpoczęto bladym świtem – wtedy koparka zaczęła odgarniać piasek w miejscu, gdzie pod dnem od kilkudziesięciu lat spoczywa niemiecki niszczyciel czołgów, hetzer.
Potem płetwonurkowie założyli liny, za pomocą których pojazd gąsienicowy miał wyciągnąć znalezisko na brzeg. Te jednak cały czas się rwały.
– Będziemy próbować do skutku – zapowiadał Marcin Mikołajczak z Fundacji Latebra, zajmującej się m.in. poszukiwaniem skarbów.
Po kilku godzinach koparka ponownie wjechała do wody i zrobiła specjalny tor na plażę. Wówczas wreszcie coś drgnęło. Przy olbrzymim aplauzie ponad stu obserwatorów akcji, z wody najpierw wyłoniła się lufa, a zaraz potem cały pojazd.
– Rewelacja! – cieszyli się eksplorerzy. – Nie sądziliśmy, że będzie w tak dobrym stanie!
Najpierw do wyciągniętego na brzeg hetzera weszły służby saperskie.
– Prawdopodobnie we wnętrzu znajdują się jeszcze jakieś pociski, jeden z nich może być nawet w lufie – tłumaczył nam Zbigniew Jaworski z patrolu saperskiego. – Mimo upływu czasu, one wciąż mogą być groźne.
Po zabezpieczeniu, hetzera zaczęły otaczać tłumy, robiono pamiątkowe zdjęcia, a organizatorzy akcji cieszyli się jak dzieci.
– To nasza pierwsza operacja wyciągania obiektu spod dna – mówił podekscytowany Marcin Mikołajczak.
Hetzer trafi teraz do konserwacji, a potem będzie go można oglądać w gdyńskim Muzeum Motoryzacji.
źródło: www.reda.naszemiasto.pl
2007-05-28