|
Rybacy obawiają się kolejnej akcji wymierzonej w polskie rybołówstwo. Tak przyjęli informację o wykryciu niebezpiecznych dioksyn w zbadanych w Polsce łososiach i śledziach. Państwowy Instytut Weterynarii stwierdził w kilku z ponad trzydziestu partiach przebadanych ryb szkodliwe dioksyny.
- To polityczna zagrywka - mówią jednym głosem rybacy: Paweł Kohnke z Jastarni i Ignacy Necel z Władysławowa. I dziwią się, skąd takie wyniki badań.
Romualda Białkowska z Przedsiębiorstwa Połowów i Usług Rybackich bardziej obawiałyby się ryb łowionych przez Szwedów i Finów, bo na ich akwenach pływają największe sztuki. A właśnie w takich wykrywano zwiększone ilości dioksyn.
Gastronomicy boją się fali paniki, jak to było w przypadku ptasiej grypy. Wówczas drastycznie spadło spożycie, a wiec i produkcja drobiu. A przecież turyści, którzy już wkrótce zjadą się nad morze, przebadają za rybami kupowanymi w licznych sezonowych smażalniach i wędzarniach.
Profesor Bogdan Kowalski z pracowni ochrony radiologicznej PIW w Puławach, który prowadził badania ryb, uspokaja i nie widzi uzasadnienia dla większych obaw, a tym bardziej paniki jak w przypadku ptasiej grypy.
- To śladowe ilości dioksyn - tłumaczy naukowiec. W krajach skandynawskich takie ryby trafiają normalnie na rynek lokalny. Szkodzić mogą matkom w ciąży i karmiącym dzieci, ale tylko w dużych ilościach.
źródło: Dziennik Bałtycki
2007-03-26