|
Duży bar plażowy spłonął Półwyspie Helskim. Jego właściciel jest przekonany, że to podpalenie. Strażacy podczas akcji musieli na plecach przenosić pompy. Obyło się na szczęście bez ofiar, ale straty oszacowano na pół miliona zł.
- Dzień wcześniej pojawili się jacyś ludzie i powiedzieli moim ochroniarzom, że tego baru nazajutrz nie będzie - mówi Łukasz Rygiel z Władysławowa, właściciel spalonego obiektu. - Nie wiem, kto mógł za tym stać, nie chcę rzucać oskarżeń na wiatr.
Drewniany bar spłonął szybko. Strażacy przyznają, że trudno na razie ustalić przyczyny pożaru. Sprawą zajmują się policyjni eksperci. Łukasz Rygiel zapewnia, że to nie było zwarcie elektryczne, skoro jeszcze nawet podczas pożaru świeciły się niektóre lampy.
Właściciele hoteli, restauracji pól namiotowych w turystycznych miejscowościach Pomorza padają czasami ofiarami wymuszeń haraczy, zemsty ze strony nieuczciwych konkurentów itp.
- Policjanci z Pucka kierujący śledztwem biorą pod uwagę różne hipotezy - powiedział nam nadkomisarz Jan Kościuk, rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku. - Jednak z ostateczną odpowiedzią musimy zaczekać do zakończenia postępowania.
źródło: www.puck.naszemiasto.pl
2007-08-09