|
Mniej samochodów zobaczymy w tym roku na puckim starym rynku, bo miasto ogranicza liczbę kart wjazdowych na starówkę.
Obecnie na rynek legalnie mogły wjechać jedynie osoby posiadające odpowiednie identyfikatory. Reszta musi centrum miasta omijać lub liczyć na to, że ominie ich patrol Straży Miejskiej lub oko kamery. Ta rejestruje obraz bez przerwy, a nagrania trafiają do archiwów strażników.
W Urzędzie Miasta trwa teraz przeglądanie wszystkich wydanych wcześniej wjazdówek. Identyfikatory nie są przyznawane na stałe, co określony czas trzeba odnawiać ich ważność - przypominają urzędnicy.
- Nie wszyscy na rynek muszą wjeżdżać, a kart i tak jest za dużo - twardo stawia sprawę Zdzisław Jaroni, wiceburmistrz Pucka. - Gdy zaczęliśmy analizować wszystkie zezwolenia, okazało się, że niektórzy mieli po kilka sztuk, wystawionych na firmę bądź rodzinę.
Tym właśnie osobom przyglądano się szczególnie starannie. Pod lupę trafili także ci, którzy samochody parkują w bocznych uliczkach prowadzących do rynku, ale wjeżdżają przez rynek. Tak kartę wjazdu stracił m.in. jeden z mieszkańców ul. Sambora oraz niektórzy pracownicy Muzeum Ziemi Puckiej.
Kolejnych obostrzeń mogą się spodziewać także ci, którzy mają więcej niż jeden samochód z kartą wjazdową na starówkę.
Pomysł spotkał się z chłodnym przyjęciem kierowców, którzy autami dojeżdżali do swoich miejsc pracy.
- Lepiej ścigać turystów, niż zabierać karty tym, którzy tu pracują i mieszkają - argumentują automobiliści.
W magistracie ripostują, że w pobliżu rynku da się bez problemu znaleźć wolne miejsca parkingowe.
Po co ograniczać wjazd na rynek? Bo robi się bałagan - odpowiadają urzędnicy. Na rynku jest raptem kilkanaście miejsc parkingowych, a aut czasem kilka razy tyle.
Gdy w wakacje archeolodzy rozkopali główną płytę rynku i zajęli część miejsc postojowych, zrobiło się jeszcze ciaśniej.
Jak się dowiedzieliśmy, w magistracie trwają prace, które na dobre mogą zmienić los identyfikatorów. Burmistrzowie dali prawnikowi do przejrzenia regulamin pozwalający na stworzenie systemu płatnego wjazdu. To powinno automatycznie ograniczyć liczbę chętnych. Zebrane w ten sposób pieniądze trafią do miejskiej kasy, a potem znowu na... rynek.
- Zarobione tu środki chcielibyśmy inwestować w poprawę wizerunku starówki - tłumaczy wiceburmistrz Jaroni. - To się jej przyda.
źródło: www.puck.naszemiasto.pl
2008-02-05